Ponad 150,000 osób pochodzenia
żydowskiego walczyło w szeregach wojsk III Rzeszy. Co więcej, odbywało
się to za osobistym pozwoleniem Hitlera. Nie zawiódł się na
nich. Do takiego wniosku doszedł młody historyk amerykański na
podstawie setek wywiadów z niemieckimi kombatantami żydowskiego
pochodzenia oraz tysięcy dokumentów wydobytych z niemieckich
archiwów.
Swoje rewelacje Bryan Mark Rigg opublikował w pracy Żydowscy żołnierze
Hitlera: Nieznana historia nazistowskich praw rasowych oraz mężczyzn
pochodzenia żydowskiego w wojsku niemieckim. Już sam tytuł brzmi jak
oksymoron. Co? Żydzi służący u Hitlera? Jest to dla większości zupełnie
szokującym absurdem. Dla niektórych zapewne zabrzmi to jako
jakieś antysemickie pomówienie,
spisek
Ale przecież tak nie jest. Większość z nas, a już napewno prawie każdy
przeciętny człowiek, stara się zrozumieć świat w oparciu o rozmaite
stereotypy. W pewnym sensie pomagają one nam funkcjonować,
szczególnie na wstępnym etapie życia, który u człowieka
inteligentnego i ciekawego nie trwa zbyt długo. Wraz z nabieraniem
doświadczenia życiowego, w miarę upływu czasu, przestajemy się dziwić
gdy napotykamy kolejnego szczodrego Szkota, nasz znajomy Anglik jest
cholerykiem, a przyjaciel Amerykanin ani nie żuje gumy ani nie trzyma
nóg na stole przy jedzeniu. Jednym słowem zaczynamy dostrzegać
całą gamę ludzkich postaw, złożoność zachowań, czy uwarunkowań
czynów. Konserwatysta dostrzega, że jądro istoty rzeczy
pozostaje jasne, chociaż do pewnego stopnia zacierają się kontury
zjawisk. Rozumiemy więc, że subtelnie skonstruowane paradygmaty to nie
prostackie stereotypy, nawet jeśli mają ze sobą wspólne pewne
podstawowe rzeczy. Na przykład, stereotyp „niekulturalnego
Amerykanina” odzwierciedla do dużego stopnia brak kultury
osobistej u młodego pokolenia, ludu szczególnie, ale oczywiście
nie starej elity USA.
Właśnie takim procesem budowania paradygmatu Niemców żydowskiego
pochodzenia zajął się Bryan Mark Rigg. Autorowi chodziło o wzbogacenie
naszej wiedzy o antysemityźmie, o eksterminacji Żydów –
wbrew prostackim stereotypom. Jest to podejście naukowe bardzo nam
bliskie.
Alex Kurzem
Badania własne
A było tak. Chyba dekadę
przed wydaniem książki na korytarzach uniwersytetów Ligi
Bluszczowej (Ivy League) słyszeliśmy o badaniach Rigga. Nasza uczelnia,
Columbia University, miała umowę z Yale. Każdy kto chciał od nas
mógł jeździć tam; i odwrotnie. Jeden z gości wspomniał, że
powstaje tam słabo udokumentowane magisterium o żydowskich żołnierzach
Hitlera. Inspiracją tej pracy był film Agnieszki Holland „Europa,
Europa.” Autor oparł się rzekomo jedynie na kilku wspomnieniach.
Nic szczególnego. Ale mimo oporu swych profesorów Rigg
zdecydował pisać na ten temat doktorat. Uparł się. Został
sam.
W 1994 /1995 byłem w Cambridge
University w Anglii. Poszedłem posłuchać wykładu profesora
Jonathana Steinberga. Specjalizuje się on we włoskim aspekcie
eksterminacji Żydów podczas II wojny. Jako jeden z niewielu
docenia rolę Papieża i Kościoła w akcji ratowania ludności żydowskiej.
Wspomniał wtedy dwie interesujące rzeczy. Po pierwsze, w Australii brał
udział w procesie Ukraińca z SS-Wachmannschaften oskarżonego o
mordowanie Żydów w Winnicy. Ale ten wywinął się prokuraturze
twierdząc, że go wtedy w mieście nie było. Pokazał też autentyczne
dokumenty. Sędzia zwolnił oskarżonego, podatnik australijski zapłacił
ponad 1 mln. dolarów kosztów tego procesu. Australijski
wymiar sprawiedliwości nie zrozumiał, że daty były wedle kalendarza
prawosławnego. SS-man jak najbardziej był obecny w rzeczonym
czasie w Winnicy podczas
mordów.
Po drugie profesor Steinberg
wspomniał krótko, że opiekuje się studentem, który pisze
o żydowskich żołnierzach Wehrmachtu. Zrozumiałem, że chodzi o
chrześcijan z żydowskimi przodkami, którymi zajmował się Rigg. W
tym czasie już sam co nieco poszperałem, aby zorientować się, że Hitler
w rozmaity sposób traktował różne osoby o żydowskich
korzeniach. Zestawiłem też informacje z rozmaitych źródeł na ten
temat.Wyśmienity sowietolog, profesor Robert Conquest opowiadał mi
kiedyś, że na Krymie nie mordowano Karaimów, bowiem nazistowscy
eksperci rasowi uznali, że są to Tatarzy wyznania quasi-mojżeszowego, a
nie „prawdziwi” Żydzi. W tym wypadku religia miała
Niemców nie obchodzić. Zgodnie z tą logiką w 1944 r. z
Karaimów pragmatycznie utworzono przynajmiej jeden batalion w
ramach Waffen-SS. Himmler wydał nawet specjalne pozwolenie aby
Karaimscy SS-mani mogli odprawiać judaistyczne modły. (Z innego
źródła dowiedziałem się, że niemieccy Cyganie służyli w jednym
na najbardziej krwawych oddziałów SS).Przypomniałem też
sobie, że o „rasowym” dylemacie Narodowych
Socjalistów pisał Erich Maria Remarque. Według niego,
parafrazując, zabicie niemieckiego pół-Żyda byłoby zabiciem
pół-Niemca. Rozmawiałem na ten temat też z koleżanką ze
studiów, Patricią von Papen. Opowiedziała mi o tym, że w
Berlinie odbyła się demonstracja „aryjskich” rodzin
„nie-Arian” i pod jej wpływem Gestapo zawiesiło deportacje
części Niemców pochodzenia żydowskiego do obozów śmierci.
Patricia później była konsultantką pracy Rigga. Inna
koleżanka z uczelni, Cäecilie Rohwedder, wspominała, że jej
babcia, która była pochodzenia żydowskiego, przeżyła wojnę wcale
nie ukrywając się. Zgadłem, że chroniła ją prominentna pozycja jej
rodziny.
No i jak zwykle mamy
też własne historie rodzinne. Podczas jednej z wizyt u moich
powinowatych w Niemczech zwróciłem uwagę na zdjęcie przystojnego
officera Luftwaffe: Leutnant Friedrich Heinrich Justinus Falcon Cajus
Graf Praschma Freiherr von Bilkau zginął na polu bitwy 28 lipca 1944 r.
pod Demsi na Łotwie. Jego babka po stronie matki była ochrzczoną
angielską Żydówką. Teoretycznie, według standartów
Hitlera, Friedrich kwalifikował się do gazu. W praktyce o pochodzeniu
jego matki nikt niepożądany nie wiedział; jej dokumenty były
niedostępne nazistowskim tropicielom czystości rasowej w III Rzeszy.
Znajdowały się bowiem w Anglii i w Chinach Ale – jak mi
powiedziała moja niemiecka rodzina – osoby żydowskiego
pochodzenia mogły otrzymać specjalne zaświadczenie od Hitlera, uznające
ich tzw. „aryjskość.” Na przykład, w taki sposób
uniknęła obozu śmierci Melitta Gräfin Schenk von Stauffenberg.
Wiedziałem więc, że sprawy te są dużo bardziej skomplikowane niż
powszechnie się wydawało. Nie miałem jednak zielonego pojęcia ani o
rozmiarach ani innych szczegółach tego zjawiska. Na szczęście
Bryan Mark Rigg w dużym stopniu uporządkował cały ten galimatias.
Metodologia i definicje
Zabrał się do tego bardzo metodycznie. Na początku rozważył kwestię
„kto jest Żydem.” Potem przedstawił problem asymilacji w
Niemczech i Austrii, ze szczególnym naciskiem na służbę wojskową
jako odzwierciedlenie najwyższego stadium asymilacji. W końcu Rigg
opisał ewolucję polityki Hitlera w stosunku do tzw.
„mieszańców” (Mischlinge), bogato ilustrując swoją
opowieść historiami poszczególnych osób. Jego dzieło
czyta się momentami trudno. Autor w logiczny i zimny sposób
tłumaczy pseudonaukowe zasady „higieny rasowej” oraz inne
narodowo-socjalistyczne meandry pseudo-intelektualne urągające nie
tylko nauce, ale przede wszystkim naszej moralności zbudowanej na
chrześcjaństwie. Rigg zdecydował się stosować nazistowską nomenklaturę:
„Aryjczyk”, „35 –procentowy Żyd” czy
„75-procentowy Żyd.” Oprócz tego historyk ten zbyt
pewnie czuje się w biurokratycznym gąszczu III Rzeszy, konfudując
czasami czytelnika. Na przykład używa terminologii dotyczącej
rozmaitych typów zaświadczeń o „aryjskości”,
której znaczenie tłumaczy dopiero pod koniec swego dzieła. W
końcu Rigg opowiada o straszliwie podłych wyborach moralnych,
wymuszonych przez system. Niesmaku takich informacji nie niwelują
opowieści o bohaterstwie czy szlachetności poszczególnych
osób.Zastanawiając się „kto jest Żydem?” Rigg
odrzuca dwa „ekstremalne poglądy.” Po pierwsze, historyk
nie zgadza się z założeniem, że „osoba z jakimikolwiek przodkami
żydowskimi jest Żydem.” Po drugie, autor zaprzecza opinii
głównie ultra-religijnych wyznawców judaizmu, że
„żadna osoba pochodzenia żydowskiego, która służyła w
Wehrmachcie w ogóle nie mogła być Żydem.” Rigg
słusznie podkreśla, że „Żydzi to nie
‘rasa’.”
Mimo, że ortodoksyjni rabini oraz władze Izraela uznają za Żyda tylko
osoby zrodzone z żydowskiej matki, badacz przychyla się do szerszej
interpretacji. Według niego rozwiązanie tej kwestii do dużego stopnia
powinno opierać się na samookreśleniu. Czyli Rigg preferuje liberalne
prawo wyboru. Jednocześnie jednak przynaje istnienie takich,
którzy według prawa Halacha są Żydami, ale świadomie odrzucają
swoje korzenie i zaprzeczają im z rozmaitych powodów (od
samonienawiści do asymilacji).Większość tzw.
„mieszańców” (Mischlinge) odrzucało identyfikację z
Żydostwem. Uważali się za Niemców. Wielu popierało narodowy
socjalizm. Wielu miało podobne uprzedzenia jak „aryjska”
reszta ich rodaków. Bardzo często antysemityzmu Hitlera i NSDAP
nie odnosili do siebie ale do tzw. „Wschodnich
Żydów” (Ostjuden). W 1935 r. jeden z
przywódców skrajnie prawicowej organizacji Narodowych
Żydów Niemieckich zapewnił Hitlera, że „on i jego
towarzysze walczyli aby nie wpuścić Ostjuden do Niemiec.”
Kontynuował: „Te hordy wpół-azjatyckich
Żydów” to „niebezpieczni goście.” Dlatego
trzeba ich „bezwzględnie wyrzucić” z Niemiec. A co na
to Hitler? „Według doktryny nazistowskiej, podobnie jak w
Halacha, żydowskość jest dziedziczna.” W III Rzeszy Żydów
obwołano „rasą”.
Co więcej, wielu
„czysto aryjskich” chrześcijanin, którzy przeszeszli
na judaizm uznano za Żydów w sensie „rasowym”
(Geltungsjuden). „Pół oraz ćwierć-Żydów,”
którzy mieli „pełnych Żydów” za
małżonków traktowano jako „pełnych Żydów.”
Sprawy takie regulował najpierw paragraf aryjski (Arierparagraph), a
potem ustawy norymberskie i rozmaite dekrety państwowe i rozkazy
Hitlera. Dlatego, Rigg stwierdził, że
W dyskusji na temat tej historii musimy stosować nazistowskie definicje
o żydowskości bowiem w końcu liczyło się tylko to w co wierzyli
Naziści. Większość osób wymienianych w niniejszej pracy nie
określiłaby siebie jako Żydów czy częściowo Żydów.
Ale tak definiowały ich teorie rasowe i polityka Hitlera. Tak więc
omawiając tutaj kwestię żydowskości czynimy to wedle rasistowskiego
prawa narodowo-socjalistycznego, a nie według definicji Halachy.
Źródło
http://hotnews.pl/artpolska-1229.html