Andrzej Żupański: "Jak rozpoczęliśmy walkę o prawdę Wołynia";
Prof. Władysław Filar: "27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej - Fenomen Polskiego Państwa Podziemnego";
Michał Klimecki, Zbigniew Palski: "Samoobrona ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku’".
Andrzej Żupański
Jak rozpoczęliśmy walkę o prawdę Wołynia
Gdy w 1980 roku rygory cenzury i kagańca na działalności
kombatanckiej zelżały, żyjący wówczas starsi oficerowie 27 Dywizji
zalegalizowali Środowisko Wołyńskie, które skupiło żołnierzy Okręgu Wołyń Armii
Krajowej. Wszyscy oni byli świadkami zbrodni nacjonalistów ukraińskich. Szybko
się jednak okazało, że w Polsce nie ma żadnych pisanych dowodów tej zbrodni, W
1984 roku Środowisko przystąpiło do zbierania relacji i wspomnień, których w
krótkim czasie nadeszło ponad 350. Wynikało niezbicie z nich, że na Wołyniu
zginęło w 1943 i 1944 co najmniej 50 tysięcy polskich mieszkańców wsi i
miasteczek wołyńskich. Te prace były pierwszą próbą dokumentowania tej zbrodni,
albowiem jak wiadomo, w okresie władzy komunistów temat był objęty ścisłym
zakazem cenzury.
Po uzyskaniu niepodległości cenzura zniknęła, ale dobrowolne
już tabu dla tych tragicznych wydarzeń pozostało. Nikt nie chciał z nami
rozmawiać na temat dowodów przez nas zebranych, traktując je jako niewiarygodne,
stronnicze i antyukraińskie. Mówiono nam też, szczególnie partie polityczne do
których zwracaliśmy się, że to sprawa historyków. Ale żadna uczelnia nie
zabierała się do tej białej plamy.
W 1994 roku podjął inicjatywę w tej
sprawie Ośrodek KARTA, zwołując trzydniową konferencję do Leśnej Podkowy.
Historycy polscy i ukraińscy poddali dyskusji 21 tematów a nawet uchwalili
protokół zestawiający sprawy, co do których była zgodność poglądów i sprawy, co
do których między historykami polskimi i ukraińskimi tej zgodności nie było.
Uważaliśmy inicjatywę Karty za właściwy krok i czekaliśmy na ciąg dalszy.
Niestety KARTA nie mogła iść dalej tą drogą. Jak nam później prezes KARTY p.
Zbigniew Gluza powiedział, spotkała ją całkowita obojętność mediów, ośrodków
historycznych, działaczy społecznych i polityków. Nikt KARTY nie zachęcił, nikt
nie zganił, nikt się nie odezwał, a media solidarnie milczały. Taka obojętność
nie pozwalała liczyć KARCIE na dalszą pomoc sponsorów.
W 1995 roku
przedstawiciele Okręgu Wołyńskiego ŚZŻAK odwiedzili wszystkie ważniejsze
uniwersytety polskie, aby dowiedzieć się, czy nie ma tam jakichś zamiarów
zajęcia się nie zbadanym dotąd konfliktem polsko-ukraińskim w czasie wojny.
Niestety żadna z uczelni takiego zamiaru nie miała. Wówczas w naszym gronie
powstało przekonanie, że jeżeli nasz Związek nie przystąpi do organizowani
takich badań, śmierć dziesiątków tysięcy niewinnych, bezbronnych Polaków,
pozostanie zapomniana.
Wiedzieliśmy, że muszą to być badania profesjonalne,
prowadzone przez historyków a nie kombatantów, świadków czy działaczy kresowych,
gdyż tylko takie badania miały szansę być uznane za wiarygodne. Wiedzieliśmy
też, że muszą to być prace prowadzone wspólnie przez historyków polskich i
ukraińskich. Tylko taki układ mógł skłonić sponsorów do udzielenia nam
niezbędnej pomocy finansowej. Konieczny był też nadzór naukowy nad pracami, gdyż
rola taka nie mogła być wypełniana przez nas. Tą rolę przez cały okres
pięcioletni wypełniały Wojskowy Instytut Historyczny w Warszawie i Uniwersytet
im. Łesi Ukrainki w Łucku. Zaś partnerami w organizowaniu seminariów został po
nieudanych próbach w Kijowie, Związek Ukraińców w Polsce, z którym zawarto
stosowne porozumienie o wspólnym stwarzaniu warunków do pracy historykom obu
krajów. Porozumienie to podpisali prezes ŚZŻAKu Stanisław Karolkiewicz i prezes
ZUwP Jerzy Rejt.
Od 1996 roku do 2001 odbyło się dziewięć trzydniowych
seminariów, a ostatnie trwało nawet pięć dni. Seminaria te przemiennie
organizowane na Ukrainie i w Warszawie gromadziły przeciętnie po 20 historyków z
obu krajów. Przedyskutowano na nich 30 zreferowanych przez obie strony tematów,
obejmujących tereny II RP zamieszkałe przez obie narodowości i okres od
zakończenia wojny polsko-bolszewickiej do zakończenia operacji “Wisła” w 1947
roku. Materiały tych spotkań: referaty polskie i ukraińskie, pełna dyskusja i
tzw. protokoły zgodności i rozbieżności zostały wydrukowane w tomach pn.
“Polska-Ukraina: trudne pytania”.
Co można powiedzieć o tej ponad
pięcioletniej pracyω
Początkowe trudności w skompletowaniu ekipy polskiej na
kolejne spotkania, szybko zostały usunięte w miarę jak wchodzili nowi badacze,
zainteresowani tematem, a wycofywali się historycy, którzy nie wykazywali chęci
pogłębiania swojej wiedzy. Fakt, że w Polsce egzystuje obecnie duża grupa
historyków znawców tematu i wiążących z nim dalszą karierę zawodową, według nas
należy do ważnego osiągnięcia. Taka grupa specjalistów przed 1996 rokiem w
Polsce nie istniała.. Dziś mamy też Uniwersytet, który wpisał do swego stałego
zainteresowania, problemy stosunków polsko-ukraińskich. Jest to Uniwersytet
Wrocławski.
Sprawa współpracy ze stroną ukraińską była oczywiście
trudniejsza, gdyż tam nie było wówczas żadnych specjalistów tego tematu, a
historiografia egzystowała włącznie sowiecka. Powoli jednak z czasem rosła
wiedza historyków ukraińskich w skutek zapoznawania się z wiedzą Polaków i
historiografią polską i wskutek własnych badań poszczególnych badaczy
ukraińskich. Część początkowego składu ekipy ukraińskiego powoli wycofywała się
i dochodzili nowi. Największy problem dla nich stanowiła prawda o działaniach
OUN-UPA objawiająca się w referatach historyków polskich i z ich własnych badań.
Nikt nie lubi dowiadywać się o niegodziwościach swoich rodaków. Ten opór przed
przyjęciem ujawnianej prawdy można wyczytać w zapisanej dyskusji w
poszczególnych tomach “Trudnych Pytań”.
Zaproponowana przez polskich
organizatorów w oparciu o precedens stworzony przez KARTĘ, zasada sporządzania
dla każdego tematu tzw. protokołów zgodności i rozbieżności, była początkowo
przyjmowana ze zdziwieniem przez historyków obu krajów, potem jednak szybko
została zaakceptowana i stosowana do końca trwania cyklu. Uniwersytet
Wrocławski, realizujący, jak wspomniałem, dalsze prace ma ułatwioną możliwość
znalezienia tematyki, którą trzeba się teraz zajmować. Natomiast my
organizatorzy, mamy tak ważne dla nas protokoły zgodności i rozbieżności o
wielkości strat i ich sprawcach.
Wydawane przez Ośrodek KARTA tomy “Polska
Ukraina: trudne pytania” są według nas wzorem takiej pracy wydawniczej. Redaktor
tej serii, p. Romuald Niedzielko, wykazał wysoką zawodową sprawność i opanowanie
specyficznych problemów nazewnictwa kresowego. Wydawanie co pół roku kolejnego
tomu w jakimś cyklu badawczym należy raczej do rzadkości, zwłaszcza że
jakościowo wydawane tomy znajdują powszechne uznanie. Do tej pory wydano osiem
tomów w języku polskim i 4 tomy w ukraińskim. Zapóźnienie wydawania
ukraińskojęzycznych tomów wynikło z braku możliwości wydatkowania jakichkolwiek
sum przez partnerów ukraińskich, a nam pieniędzy na więcej nie
wystarczyło.
Należy podkreślić stałe istnienie tabu na temat stosunków
polsko-ukraińskich. Cały czas stykaliśmy się z pełnym brakiem zainteresowania tą
wieloletnią pracą . Na zwoływanych konferencjach prasowych nikt się nie zjawiał.
Na ostatnią konferencję zjawił się tylko p. Andrzej Kaczyński z
Rzeczypospolitej. Nikt nie informował o seminariach, ich przebiegu i wynikach.
Nie ma też do dzisiaj żadnych recenzji wydanych tomów “Polska-Ukraina”. Od
ostatniego seminarium w listopadzie ub. roku, tylko p. Jan Nowak-Jeziorański
napisał pozytywny artykuł w grudniowej Gazecie Wyborczej.
Bez sponsorów tej
pracy by nie było. Przez cały czas wspomagał nas Komitet Badań Naukowych,
Fundacja Batorego i Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Okresowo otrzymywaliśmy
środki od Urzędu d/s. Kombatantów, Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa,
Wspólnoty Polskiej i Ministerstwa Obrony Narodowej. Otrzymaliśmy też pomoc od
trzech sponsorów prywatnych, banków prowadzących interesy z Ukrainą. Wielką
pomoc rzeczową otrzymywaliśmy od Akademii Obrony Narodowej w Rembertowie, gdzie
odbywały się cztery kolejne seminaria.
Jakie są rezultaty tej wieloletniej
pracyω
Okręg Wołyński ŚZŻAK występując z inicjatywą organizowania prac
historyków, miał oczywiście główny cel na uwadze: wykazanie przez obiektywne
badania faktu dokonania eksterminacji ludności polskiej przez nacjonalistów
ukraińskich, nie ujawnionego przez pół wieku po jej zaistnieniu. Oczywiście
mogło to wykazanie mieć miejsce tylko przy kompleksowym przebadaniu wszelkich
wydarzeń, które miały wpływ, które sprzyjały, lub które umożliwiały
zrealizowanie takiego zamiaru. Dlatego trzeba było przebadać aż 30 tematów
poświęcając na to ponad pięć lat.
W naszym przekonaniu wszystko to zostało
osiągnięte. Na ostatnim seminarium w listopadzie ub. roku przedyskutowano
kluczowe tematy o przyczynach, sprawcach, ilości ofiar, przebiegu i skutkach tej
krwawej eksterminacji. Uchwalono też protokół zawierający wspólne stanowisko w
tych najważniejszych sprawach. Cyfra zabitych Polaków tylko dla tego, że byli
Polakami, została wspólnie oszacowana na od 75 do 90 tysięcy, zaś liczba strat
ukraińskich “szła w tysiące”. To określenie było spowodowane brakiem
jakichkolwiek badań w tej sprawie tak ukraińskich jak i polskich
historyków.
Do dnia dzisiejszego, w ciągu 6 miesięcy od zakończenia prac,
żadnej dostępnej informacji przeciętny Polak nigdzie nie przeczyta, ani nie
usłyszy. Także Instytucje Państwowe, szanowane przecież przez nas, powołane do
“zachowania pamięci: Instytut Pamięci Narodowej i Rada Ochrony Pamięci Walk i
Męczeństwa nie ustosunkowały się do wyników uzyskanych przez te wielkie grona
historyków polskich i ukraińskich. Nie wiadomo właściwie, czy milczenie tych
instytucji wynika z przyczyn politycznych, merytorycznych, czy też
innych.
Sprawa powszechnego, można powiedzieć solidarnego milczenia w tej
jedynej nie rozliczonej dotąd śmierci kilkudziesięciu tysięcy Polaków,
wielokrotnie była przedmiotem naszych rozmyślań. Dlaczego w żadnej innej sprawie
nie ma takiej zgody wśród elit polskichω
Nie umieliśmy sobie na to pytania
odpowiedzieć. Natomiast przytoczę wypowiedź jednego z naszych głównych
partnerów, prof. Michała Klimeckiego, który na nasze żale powiedział nam: Nie
niecierpliwcie się panowie. Żadna prawda ukrywana przez dziesięciolecia nie
przebija się łatwo. Przebije się, tylko wymaga to czasu.
Dzisiejsze spotkanie
jest jedynym publicznym spotkaniem do jakiego do tej pory na ten temat
doszło.
Teraz przed naszym Związkiem stoją już zupełnie inne zadania. Dążyć
będziemy, aby wymienione wyżej “Instytucje powołane do zachowania pamięci”
zechciały zająć jednoznaczne stanowisko odnośnie do zdefiniowanej przez badania
historyczne, trzeciej zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Dążyć będziemy by
Władze polskie zechciały pomóc Ośrodkowi KARTA dokończyć rozpoczęty indywidualny
komputerowy program rejestracji strat polskich i ukraińskich w czasie tego
konfliktu. O taką pomoc do obu prezydentów apelowali w czasie ostatniego
seminarium historycy. Ten program pozwoli na uściślenie ilości zabitych po obu
stronach dziś określanych z dużą rozpiętością. Stawiamy sobie też zadanie
zdobycia funduszy na wydanie pozostałych tomów “Polska-Ukraina: trudne pytania”
w obu językach. Wreszcie będziemy dążyć, aby Państwo Polskie powołało Państwowy
Komitet Obchodów 60-tej rocznicy Eksterminacji Ludności Polskiej na Kresach
Południowo-wschodnich II RP.
Nie mamy wątpliwości, że ujawnienie zbrodni
dokonanej przed sześćdziesięciu laty przez nacjonalistów ukraińskich, wpłynie na
zmniejszenie istniejących dzisiaj przeszkód na drodze zbliżenia Polaków z
Ukraińcami.
Prof. Władysław Filar
27 Wołyńska Dywizja Piechoty Armii Krajowej -
Fenomen
Polskiego Państwa Podziemnego
W planach powstania powszechnego Okręgowi Wołyńskiemu AK
przydzielono drugorzędne zadania. Negatywnie oceniono możliwości powstańcze na
ziemiach wschodnich Rzeczypospolitej. Uwzględniono fakt, że ludność polska na
tych terenach została zdziesiątkowana okupacją sowiecką oraz niemiecką i nie
może stanowić rezerwuaru ludzi w takim stopniu jak baza powstańcza. Oprócz tego
dochodziły tu jeszcze problemy narodowościowe. W planach powyższych Okręg
Wołyński AK przewidywany był do osłony powstania od wschodu. Zadanie Okręgu
polegało na podjęciu akcji dywersyjnej i partyzanckiej na terenie Wołynia, w
wyniku której miało nastąpić przerwanie ruchu transportów kolejowych oraz
kołowych i ograniczenie w ten sposób dopływu wojsk niemieckich do obszaru
objętego powstaniem. Bieg wydarzeń przyniósł inne rozwiązanie.
W 1942 r.
rozpoczęły się antypolskie akcje nacjonalistów ukraińskich. Od stycznia 1943 r.
akcje te przybrały na sile, a eksterminacja ludności polskiej stopniowo objęła
wszystkie powiaty Wołynia. Na Wołyniu zapanowała zupełna anarchia. Oprócz
oddziałów UPA przeprowadzających krwawą „czystkę etniczną” ludności polskiej, na
terenie Wołynia pojawiły się liczne sowieckie oddziały partyzanckie realizujące
swoje zadania, a także bandy składające się z Kozaków zbiegłych ze służby
niemieckiej, dezerterów z jednostek niemieckich i z różnych formacji
pomocniczych. W meldunku Komendanta Głównego AK za okres od 8 - 14 maja 1943 r.,
znajdujemy następujący zapis: „(...) Stan panujący obecnie na Wołyniu,
przypomina zupełnie „dzikie pola”. Administracja niemiecka jest bezsilna i
przygląda się wszystkiemu biernie”. W takich warunkach komendant Okręgu zmuszony
był do podjęcia działań mających na celu zorganizowanie obrony zagrożonej
ludności polskiej, a jednocześnie w związku ze zbliżającym się frontem
wschodnim, prowadzić przygotowania do realizacji planu „Burza”.
Pod koniec
1943 r. wschodni front w szybkim tempie zbliżał się do granic II RP. 4 stycznia
1944 r. wojska sowieckie przekroczyły byłą granicę polsko-sowiecką w rejonie
Rokitna. Wołyń stał się bezpośrednim zapleczem frontu niemieckiego, przybywało
tu coraz więcej wojsk i jednostek logistycznych, rozpoczęła się ewakuacja
administracji niemieckiej. W tej sytuacji komendant Okręgu AK Wołyń zdecydował
się na rozpoczęcie realizacji planu ,3urza”. 15 stycznia 1944 roku Inspektorom
rejonowym wydany został rozkaz nakazujący mobilizację oddziałów konspiracyjnych
AK i skierowanie ich do rejonu koncentracji w zachodniej części Wołynia. Na
miejsca zbiórki oddziałów wyznaczono rejon samoobrony polskiej w Zasmykach,
położony na południe od Kowla oraz rejon samoobrony w Bielinie, położony na
północ od Włodzimierza Wołyńskiego. W rejonach tych już od połowy 1943 r.
istniała samoobrona oraz działały lotne oddziały partyzanckie „Jastrzębia”,
„Sokoła”, „Piotrusia” i „Korda”. Ze zmobilizowanych żołnierzy konspiracji i
członków samoobrony formowano oddziały wojskowe i łączono je z oddziałami
partyzanckimi, które działały już w terenie. W wyniku mobilizacji w rejonach
koncentracji sił zbrojnych Okręgu AK Wołyń, postawiono pod bronią ponad 6,5 tyś.
żołnierzy, gotowych do podjęcia działań bojowych przeciwko Niemcom, co stanowiło
21% ogólnego stanu sił Okręgu.
Zgodnie z planem odtwarzania sił zbrojnych w
Kraju według Ordre de Bataille pokojowego i dyslokacji sprzed mobilizacji 1939
r., w dniu 28 stycznia 1944 r. na odprawie oficerów sztabu w miejscowości
Suszybaba podjęto decyzję powołania do życia przedwojennej 27 Dywizji Piechoty,
którą wkrótce nazwano 27 Wołyńską Dywizją Piechoty AK. W organizacji dywizji
nawiązano do przedwojennych tradycji 27 Dywizji Piechoty, 13 Dywizji Piechoty
oraz Wołyńskiej Brygady Kawalerii. Zachowano przy tym dawną numerację
pułków.
Wychodząc z powyższych przesłanek zorganizowano dwa zgrupowania
pułkowe: kowelskie p.k. „Gromada” i włodzimierskie p.k. „Osnowa”.
Dowódcą
zgrupowania „Gromada” i jednocześnie 50 pp został mjr Szatowski „Kowal”,
„Zagończyk”. Przy sztabie zgrupowania utworzono: pluton żandarmerii i ochrony
sztabu, pluton saperów, pluton rozpoznawczy, drużynę przeciwpancerną oraz
kwatermistrzostwo. W skład zgrupowania weszły następujące bataliony: 1/50 pp
„Sokoła”, 11/50 pp .Jastrzębia”, III/50 pp „Trzaska”, 1/43 pp „Korda”, 11/43 pp
„Siwego” oraz I szwadron 20 pułku ułanów nadwiślańskich „Hińczy”. Ogółem
zgrupowanie liczyło 3074 ludzi, w tym 56 oficerów, 314 podoficerów i 2704
szeregowych. Oprócz batalionów liniowych w rejonie zgrupowania zorganizowano
oddziały obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego
liczące około 250 ludzi.
Na dowódcę zgrupowania „Osnowa” i jednocześnie 23 pp
wyznaczono kpt. Kazimierza Rzaniaka „Gardę”. Przy sztabie zgrupowania utworzono:
pluton żandarmerii i ochrony sztabu, pluton saperów, pluton łączności, pluton
zwiadu oraz kwatermistrzostwo. W skład zgrupowania weszły następujące bataliony:
1/23 pp „Bogorii” (a od 8.4.1944 „Zająca”, 11/23 pp „Lecha”, 1/24 pp „Łuna”,
samodzielna kompania „Sokoła II” (szkieletowy III/23 pp) oraz 19 pułk ułanów ,
Jarosława”. Zgrupowanie liczyło ogółem 1946 ludzi, w tym 31 oficerów, 229
podoficerów i 1686 szeregowych. W rejonie zgrupowania stacjonowały odziały
obrony ludności cywilnej i ochrony zaplecza kwatermistrzowskiego liczące około
250 ludzi.
W ten sposób w wyniku mobilizacji sił zbrojnych Okręgu postawiono
pod bronią ponad 6,5 tysiąca ludzi zorganizowanych w 9 batalionach, 2
szwadronach i l samodzielnej kompanii oraz oddziałach specjalnych i
logistycznych obejmujących łączność, saperów, rozpoznanie, służbę zdrowia (dwa
szpitale), służby kwatermistrzowskie i inne, gotowych do podjęcia działań
bojowych przeciwko Niemcom. Na placówkach samoobrony pozostało około 600
żołnierzy AK, a około 2500-3500 żołnierzy konspiracyjnych z różnych przyczyn nie
dotarło do rejonu koncentracji.
Mobilizacja i koncentracja oddziałów
konspiracyjnych AK na Wołyniu odbywała się w specyficznych warunkach.
Zmobilizowane oddziały narażone były nie tylko na atak ze strony jednostek wojsk
niemieckich, zagrożenie występowało również ze strony oddziałów UPA, której duże
zgrupowania znajdowały się w wielkich kompleksach lasów świnarzyńskich i
mosurskich oraz w lasach położonych na lewym brzegu rz. Stochód.
W celu
poszerzenia bazy operacyjnej do działań przeciwko Niemcom podjęto szereg akcji
zaczepnych przeciw oddziałom UPA. W okresie od stycznia do marca 1944 r. w
ramach działań o poszerzenie bazy operacyjnej, oddziały zgrupowań „Gromada” i
„Osnowa” przeprowadziły 16 większych akcji bojowych przeciw zgrupowaniom UPA. W
ten sposób odsunięto zagrożenie ludności polskiej zgromadzonej w zachodniej
części Wołynia, stworzono warunki do formowania oddziałów zbrojnych i
rozwinięcia ich w nowej strukturze
organizacyjnej dywizji oraz rozszerzono
znacznie obszar bazy operacyjnej, przez co dywizja uzyskała swobodę manewru i
zaplecze do walki z Niemcami. W tym okresie oddziały dywizji prowadziły
jednocześnie szereg działań przeciwko Niemcom o charakterze taktycznym i
rozpoznawczym.
Wiosną 1944 r. wojska niemieckie cofały się na zachód
podejmując próby obrony wybranych obiektów strategicznych. Wojska sowieckie, po
krótkiej przerwie po operacji rówieńsko-łuckiej, rozpoczęły aktywne działania na
kierunku kowelskim. 18 marca 1944 r. wojska 47 i 70 armii sowieckiej zablokowały
Kowel. O ten ważny węzeł komunikacyjny rozgorzały uporczywe walki. W wyniku tych
działań oddziały 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej znalazły się
bezpośrednio w strefie przyfrontowej. 4 marca w rejonie Dąbrowa -Zasmyki doszło
do spotkania oddziału rozpoznawczego kawalerii sowieckiej (dowódca kpt. Gusiew)
z pododdziałami dywizji. Był to pierwszy kontakt z regularnymi oddziałami Armii
Czerwonej. Dowództwo dywizji nawiązało współdziałanie taktyczne z jednostkami
sowieckimi.
Pierwszą walką, stoczoną we współdziałaniu z oddziałami armii
sowieckiej było uderzenie na Turzysk 20 marca 1944 r. Wydarzenie to zostało
odnotowane w depeszy radiowej przesłanej przez dowódcę AK do Naczelnego Wodza w
Londynie: „W dniu 20. III nasze oddziały partyzanckie zdobyły Turzysk
(południowy zachód Kowla), osłaniając jednocześnie południowe skrzydło oddziałów
sowieckich, zdobywając stację kolejową Turzysk. Zdobyto 3 kb ppanc., ckm, broń
ręczną i 30 tysięcy amunicji.” Kolejną akcją, przeprowadzoną w ramach uzgodnień
z sowietami było opanowanie miejscowości i stacji kolejowej Turopin oraz mostu
kolejowego na Turii między Turopinem i Owadnem.
Uderzenie na Turzysk i
Turopin zapoczątkowało otwartą walkę oddziałów 27 WDP AK przeciwko okupantowi
niemieckiemu. Zdobycie Turzyska i Turopina przerywało połączenie kolejowe Kowla
z Włodzimierzem i zabezpieczało południowe skrzydło wojsk sowieckich
nacierających na Kowel. Dla dywizji stwarzało możliwość ruchu oddziałów w
kierunku zachodnim, a ruch ten był nieunikniony ze względu na zbliżający się
front.
Na szczególną uwagę zasługuje udział 27 WDP AK w operacji kowelskiej.
Zgodnie z ustalonymi z dowództwem wojsk sowieckich warunkami współdziałania,
dywizja w końcu marca 1944 r. przegrupowała się na zachodni brzeg Turii do
rejonu ograniczonego od wschodu rz. Turią, od zachodu rz. Bug, od północy linią
kolejową Dorohusk - Kowel i od południa szosą Uściług - Włodzimierz Wołyński.
Powierzchnia obszaru, do którego przegrupowały się oddziały dywizji, wynosiła
około 800 km kw. Dowódca dywizji utworzył tu dwa zgrupowania: północne na
kierunku Lubomla i południowe na kierunku Włodzimierza Wołyńskiego.
Zadanie
27 WDP AK polegało na: wiązaniu sił niemieckich na południowy zachód od Kowla w
rejonie Turzysk, Olesk, Lubomi, Zamłynie, Uściług, Włodzimierz Wołyński;
utrzymaniu łączności i przepraw przez Bug; prowadzeniu rozpoznania ruchu wojsk
niemieckich (szczególnie na linii kolejowej Lublin - Lubomi - Kowel).
Przewidziano też działania zaczepne, polegające na wykonaniu uderzeń na linię
komunikacyjną Lubomi -Kowel, a w sprzyjających warunkach także na kierunku
południowym dla zablokowania szosy Włodzimierz Wołyński - Uściług.
Po
przegrupowaniu dywizja znalazła się na pozycjach najbardziej wysuniętych na
zachód, w strefie bezpośrednich działań wojsk sowieckich, biorących udział w
operacji kowelskiej. Oddziały dywizji głębokim klinem weszły na teren przyszłych
walk o ważny węzeł komunikacyjny - Kowel. Miasto to zostało przekształcone w
rejon umocniony, broniony w początkowej fazie przez oddziały SS oraz cofające
się z frontu jednostki niemieckie. Na linii kolejowej Chełm - Kowel, w
miejscowościach: Jagodzin, Rymacze, Lubomi, Maciejów utworzono silne punkty
oporu. Na południu znajdowało się umocnione miasto Włodzimierz Wołyński i szosa
Włodzimierz - Uściług z punktami oporu w Piatydniach i Uściługu, obsadzone przez
niemieckie jednostki etapowe. Od zachodu, w rejonach przyległych do lewego
brzegu Bugu, ściśle - od Dorohuska do Uściługa, znajdowały się siły niemieckie,
ubezpieczające Bug.
2 kwietnia 1944 r. rozpoczęły się walki dywizji z
regularnymi jednostkami niemieckimi od boju pod Sztumem i Zamłyniem. Działania
dywizji w tej operacji miały charakter działań frontowych, chociaż nie była ona
związkiem taktycznym regularnej armii. W początkowej fazie walk jej oddziały z
powodzeniem prowadziły działania obronno-zaczepne przeciwko liczniejszym i
lepiej uzbrojonym regularnym jednostkom niemieckim, stosując manewr na skrzydła
i tyły. Końcowym akcentem tych działań było podjęcie 12 kwietnia próby przejęcia
inicjatywy przez wykonanie zwrotu zaczepnego jednocześnie na dwóch kierunkach:
północnym i południowym. W wyniku niepomyślnego przebiegu walk zarówno na
kierunku Lubomla jak i Włodzimierza dywizji groziło okrążenie. Dowództwo
sowieckie nie wyraziło zgody na wycofanie oddziałów 27 WDP AK na linię Turii i
zajęcia tam obrony. Dywizja, pozostawiona w masywie lasów mosurskich,
ziemlickich i stęzarzyckich bez żadnego wsparcia ze strony regularnej armii
sowieckiej, prowadziła w dniach 13-19 kwietnia 1944 roku ciężkie walki obronne w
okrążeniu.
Sytuacja okrążonych wojsk była trudna. 18 kwietnia 1944 r. w
rejonie chutoru Dobry Kraj poległ ppłk Jan Wojciech Kiwerski „Oliwa” dowódca 27
WDP AK. Żołnierze, wyczerpani ponad dwutygodniowymi działaniami pod Lubomłem i
Włodzimierzem Wołyńskim, nie byli w stanie prowadzić walki przez dłuższy czas
przeciwko oddziałom przeciwnika, które miały przewagę techniczną i liczebną.
Jedynym wyjściem było przebicie się poza pierścień okrążenia. Po wnikliwej
analizie sytuacji i rozważeniu różnych wariantów wyjścia z okrążenia uznano, że
kierunkiem stwarzającym największą szansę przebicia się jest kierunek północny
przez Zamłynie, Jagodzin, wyprowadzający na tyły wojsk niemieckich. Przejście za
Bug nie mogło być brane pod uwagę ze względu na rozkaz Komendy Głównej AK
nakazujący pozostanie na Wołyniu.
W dniach 20-22 kwietnia 1944 r. dywizja
przebiła się z okrążenia wychodząc na północ do lasów położonych nad górną
Prypecią. W rejonie okrążenia pozostawiono cały tabor, ciężki sprzęt oraz
szpital z rannymi. Była to trudna ale konieczna decyzja. W walkach prowadzonych
w ramach operacji kowelskiej dywizja poniosła duże straty: poległo 349
żołnierzy, 160 odniosło rany, 170 dostało się do niewoli, około 1600 uległo
rozproszeniu.6 Mimo tych strat dywizja nie została rozbita. Po wyjściu z
okrążenia jej zasadniczy trzon liczył około 3600 ludzi pod bronią. Około 500
żołnierzy, którzy nie zdołali przebić się z okrążenia, podjęło walkę i dołączyło
do dywizji już na Lubelszczyźnie.
Po stoczeniu boju obronnego pod Sokołem i
Holadynem dywizja w nocy z 25 na 26 kwietnia 1944 r. rozpoczęła marsz w kierunku
wschodnim i 28 kwietnia osiągnęła kompleks lasów szackich. Tu postanowiono
pozostać dłużej, aby dać odpoczynek wyczerpanym oddziałom.
Losy 27 WDP AK, po
jej przebiciu się z okrążenia, były w centrum zainteresowania Komendanta
Głównego AK gen. Bora-Komorowskiego. Zadanie dywizji nie zostało zmienione. W
rozkazie do Komendanta AK Okręgu Lublin stwierdza się, że po przebiciu się z
okrążenia, „zadaniem tych oddziałów będzie wykonywanie w dalszym ciągu akcji B
[„Burza”] na wschód od Bugu, tak długo, jak to będzie możliwe.” Jednocześnie
Komendant Główny AK przewidywał podporządkowanie oddziałów 27 WDP AK pod rozkazy
Komendanta Okręgu AK Lublin, gdyby oddziały te nie miały możliwości pozostawania
na Wołyniu, przekroczyły Bug i weszły na teren Okręgu.
Wyjście z okrążenia
oddziałów 27 WDP AK i ich przejście do lasów szackich nie było tajemnicą dla
Niemców. 8 Dywizja znalazła się na bezpośrednim zapleczu frontu między pierwszą
linią obrony niemieckiej przebiegającą od Wyżwy Nowej, wzdłuż rz. Wyżewka do
Ratna i dalej wzdłuż Prypeci, a drugą linią biegnącą od Szacka przez
miejscowości: Piszczą, Ołtusz do Małoryty. Obecność dużej jednostki
partyzanckiej w tym rejonie, liczącej prawie 4000 ludzi, nie była wygodna dla
Niemców. Od pierwszych dni maja aktywnie działało lotnictwo rozpoznawcze, które
patrolowało lasy szackie. Zaobserwowano również ożywioną działalność patroli
niemieckich i węgierskich, które wychodząc z Szacka, Zabłocia i Huty
Ratneńskiej, penetrowały teren w dzień, zbliżając się do lasów szackich. Polskie
patrole wysyłane w teren po żywność miały częste potyczki z patrolami
nieprzyjaciela. Wszystko wskazywało na to, iż Niemcy mogą w najbliższym czasie
podjąć szerszą akcję przeciwko oddziałom dywizji w lasach szackich.
Od połowy
maja pierścień niemiecki wokół lasów szackich, w których stacjonowała 27 WDP AK
i zgrupowania sowieckich oddziałów partyzanckich, coraz bardziej zacieśniał się.
9 Lotnictwo niemieckie nieustannie prowadziło loty rozpoznawcze nad kompleksem
leśnym, ostrzeliwując z broni pokładowej i bombardując zauważone rejony
rozmieszczenia oddziałów. O świcie 21 maja, wspierane czołgami i ogniem
artylerii, ruszyło niemieckie natarcie na lasy szackie jednocześnie z kilku
kierunków: od strony Miernik, z Szacka, z Kropiwnik, Zabłocia i Huty
Ratneńskiej. W wyniku przeprowadzonej operacji, w której użyto znaczne siły
piechoty, artylerii, czołgów i lotnictwa Niemcy zepchnęli oddziały 27 WDP AK i
oddziały sowieckiej partyzantki do północnej części lasów na obszar o
powierzchni około 4 km kw. Wieczorem 21 maja, na odprawie u dowódcy 27 WDP AK
oceniono, że dalsze prowadzenie walki przez tak dużą jednostkę na bezpośrednim
zapleczu frontu niemieckiego, przy braku zaopatrzenia, jest niemożliwe. Ponieważ
nie było zezwolenia na opuszczenie Wołynia, postanowiono przejść za front na
stronę sowiecką. Zdecydowano przebijać się z okrążenia w kierunku
północno-wschodnim do rejonu Dywina, skąd miało nastąpić sforsowanie Prypeci
(wzdłuż której biegła linia frontu niemiecko-sowieckiego), a następnie odskok do
rejonu Police położonego na południowy wschód od Kamienia Koszyrskiego. Dywizja
miała przebijać się w trzech kolumnach i na trzech kierunkach.
W ciągu nocy z
21 na 22 maja 1944 r. oddziały 27 WDP AK wyszły poza pierścień okrążenia,
pokonując rozległe bagna nie obsadzone przez nieprzyjaciela. Widocznie Niemcy
uznali, że teren ten w okresie wiosennych roztopów jest nie do przebycia. W
międzyczasie dowódca dywizji otrzymał od Komendanta Głównego AK rozkaz przejścia
za Bug. Kolumna sztabowa skierowała się na zachód i 29 maja 1944 roku
przekroczyła Bug w rejonie Durycze. Zgrupowania „Kowala” i „Gardy” nie udało się
zawrócić. 27 maja 1944 r. próbę przebicia się przez linię frontu na Prypeci
podjęło zgrupowanie „Gardy”, ponosząc duże straty wynoszące około 40% stanu. Na
Prypeci zginęło około 120 ludzi a rany odniosło 114 żołnierzy.10 Po tej tragedii
zgrupowanie „Kowala” zawróciło i skierowało się na zachód w kierunku Bugu. W
rejonie Miedna spotkało się z drugą częścią kolumny sztabowej. W nocy z 9 na 10
czerwca 1944 roku oddziały dywizji przekroczyły Bug jednocześnie w czterech
punktach przeprawowych i kierując się na południowy zachód forsownym marszem
osiągnęły w dniach 17-20 czerwca 1944 roku rejon lasów Parczewskich. Pobyt w tym
rejonie wykorzystano przede wszystkim na odpoczynek i uporządkowanie oddziałów
oraz szkolenie.
15 lipca 1944 r. Niemcy rozpoczęli wielką akcję pacyfikacyjną
p.k. „Wirbelsturm” (cyklon) przeciw oddziałom zgrupowanym w rejonie lasów
Parczewskich. W nocy z 17 na 18 lipca 1944 r. dywizja przebiła się przez
zacieśniający się pierścień okrążenia i weszła do kompleksu lasów
czemiernickich. Tu w ostatniej dekadzie lipca 1944 r. po raz drugi wzięła udział
w „Burzy” na Lubelszczyźnie. W dniach 21-22 lipca 1944 r. zajęła Firlej,
Kamionkę, Lubartów, Kock, Michów, opanowując obszar o powierzchni około 180 km
kw. W ten sposób zablokowany został kierunek ruchu wojsk niemieckich
wyprowadzający z Lublina na Łuków. Do opanowanego przez 27 WDP AK obszaru weszły
jednostki sowieckie 29 gwardyjskiego Korpusu Piechoty wchodzącego w skład 8
gwardyjskiej armii l Frontu Białoruskiego. Na spotkaniu z dowództwem wojsk
sowieckich uzgodniono dalsze działania dywizji, która wspólnie z korpusem
sowieckim miała działać w kierunku na Warszawę. Zamiast kontynuowania wspólnej
walki przeciwko okupantowi 27 WDP AK została 25 lipca 1944 r. podstępnie
rozbrojona pod Skrobowem. 30 lipca taki sam los spotkał batalion zbiorczy
dywizji w Szczebrzeszynie.
Działalność polskiego podziemia
niepodległościowego na Wołyniu i utworzenie 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK
przebiegały w szczególnych warunkach. Motywy zorganizowania dywizji i rolę, jaką
spełniła na Wołyniu, trzeba rozpatrywać na tle zarówno ówczesnych uwarunkowań
politycznych (stanowiska polskiego rządu na uchodźstwie w sprawie granicy
wschodniej, stosunków polsko-sowieckich), jak i ogólnej sytuacji w tym regionie
pod okupacją niemiecką, a zwłaszcza tragedii tamtejszej ludności polskiej,
zagrożonej unicestwieniem ze strony nacjonalistów ukraińskich. Wydarzenia na
Wołyniu przebiegały bowiem w warunkach antagonizmu narodowościowego podsycanego
przez okupantów, walki politycznej o te ziemie, dezorganizacji życia
gospodarczego i społecznego. Rozwijały się gwałtownie i nieoczekiwanie. Prace
organizacyjne związane z tworzeniem dywizji podejmowane były w czasie, kiedy
rzezie ludności polskiej przez OUN-UPA przybrały charakter masowy, a
dezorganizacja okupacyjnej administracji sięgnęła szczytu.
27 WDP AK pierwsza
rozpoczęła realizację planu „Burza”. Miała ona inny wymiar i przebieg niż
późniejsze działania oddziałów AK na pozostałych terenach Polski, a to przede
wszystkim ze względu na warunki, rozmach i czas trwania. Działania bojowe 27
WDPAK w ramach planu „Burza”, w swej początkowej fazie, objęły obszar czterech
powiatów rozciągający się od rz., Styr do rz. Bug a następnie przeniosły się na
tereny południowego Polesia i zakończyły na Lubelszczyźnie.
Już w początkowej
fazie działań, na początku marca 1944 r., dowództwo dywizji nawiązało łączność z
dowództwem regularnej armii sowieckiej. W wyniku pertraktacji z dowództwem armii
sowieckiej ustalono zasady współdziałania taktycznego w walce przeciw Niemcom.
Dowództwo sowieckie wyraziło zgodę na respektowanie odrębności organizacyjnej
oddziałów AK uznając, że jest to dywizja polska, która ma swoje władze w
Warszawie i Londynie.
O rozmowach z przedstawicielami armii sowieckiej,
przyjętych ustaleniach i warunkach dowódca 27 WDP AK poinformował KG AK i prosił
o akceptację porozumienia. Depesza wywołała duże poruszenie w Komendzie Głównej
AK, w Sztabie Naczelnego Dowódcy, a nawet w Rządzie RP. W tym okresie bowiem
Rząd polski w Londynie nie utrzymywał żadnych stosunków z rządem Związku
Sowieckiego. Próby pośredniczenia Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych w
sprawie nawiązania stosunków dyplomatycznych nie dawały rezultatu a prowadziły
jedynie do bezowocnych rozmów. Tu zaś, na Wołyniu, na polu wspólnej walki doszło
do porozumienia, które dawało szansę ożywienia stosunków politycznych między
Rządem RP a Związkiem Sowieckim. Oczywiście, daleko było jeszcze do rozwiązania
podstawowych problemów w stosunkach między RP a Związkiem Sowieckim, ale
zarysowała się niewątpliwie szansa na uznanie przez Sowiety Armii Krajowej jako
sojusznika w walce z Niemcami.
Udział 27 WDP AK w akcji „Burza” na Wołyniu i
Polesiu miał także wymiar polityczny. Działania dywizji w ramach operacji
kowelskiej, a później również na terenie Polesia, były demonstracją
polityczno-wojskową, która miała dokumentować polskość Wołynia oraz udział
żołnierza polskiego w jego wyzwoleniu. Obecność dywizji na Wołyniu i jej walki z
okupantem świadczyły o tym, że państwo polskie istnieje, działa i walczy,
posiada legalne władze państwowe reprezentujące ciągłość niepodległego bytu
państwowego RP oraz siłę zbrojną walczącą w Kraju. Była zatem demonstracją przed
światem suwerennych praw RP do ziem Wołynia. Niestety, wysiłek i ofiary
żołnierza 27 WDP AK nie miały żadnego wpływu na rozwiązania polityczne. Decyzje
w tej sprawie zapadły na konferencji trzech mocarstw: Wielkiej Brytanii, Stanów
Zjednoczonych i Związku Sowieckiego w Teheranie, bez udziału przedstawicieli
RP.
Stosunek Sowietów do formacji Armii Krajowej od początku był
nieprzyjazny, a właściwie wrogi. Regulowała go dyrektywa Stawki Naczelnego
Dowództwa sowieckiego z 14 lipca 1944 r. o rozbrojeniu polskich oddziałów
zbrojnych, podległych emigracyjnemu Rządowi polskiemu.12 Zgodnie z powyższą
dyrektywą rozbrajano wszystkie napotkane oddziały AK, aresztując i wywożąc do
obozów w głąb Związku Sowieckiego kadrę a nawet żołnierzy. Spotkało to także 27
WDP AK. Nie pomogło powoływanie się na wspólne walki stoczone na Wołyniu i
Polesiu. 25 lipca 1944 r. 27 WDP AK przestała istnieć jako jednostka
wojskowa.
27 WDP AK była największą jednostką partyzancką, która od stycznia
1944 r. do lipca 1944 r. działała nieprzerwanie jako zwarty i zorganizowany
związek taktyczny. Zapoczątkowała akcję „Burza” i najdłużej realizowała jej
założenia na Wołyniu i Lubelszczyźnie. Była swoistym fenomenem w polskim ruchu
partyzanckim. Prowadząc przez sześć i pół miesiąca uporczywe walki pokonała
ponad 600 km. Na swoim szlaku bojowym, w sześćdziesięciu stoczonych większych
bojach, poniosła znaczne straty wynoszące: 626 poległych, około 400 rannych, 195
wziętych do niewoli i 1320 zaginionych. Stanowi to 42 % strat w stosunku do
pierwotnego stanu dywizji. Oddziały dywizji zadały nieprzyjacielowi straty,
które szacuje się na 700-750 zabitych, 900-1000 rannych i 348 wziętych do
niewoli.
Czyny bojowe 27 WDP AK nie znalazły należnego uznania w powojennym
50-leciu. O walkach dywizji nie mówiło się lub przedstawiano je w nieprawdziwym
świetle. Dlatego wracamy dziś do tych wydarzeń, aby ta skromna cząstka historii
walk o niepodległość Polski nie została zapomniana.
Michał Klimecki, Zbigniew Palski
Samoobrona ludności polskiej na Wołyniu w 1943 roku
Początki organizowania samoobrony
Tworzenie pierwszych
oddziałów samoobrony odbywało się spontanicznie. Organizowali je lokalni
przywódcy społeczności polskiej. Należy sądzić, iż pojawiły się one pod koniec
1942 r. lub na przełomie 1942 i 1943 r. Ich działalność początkowo sprowadzała
się do organizowania przez ludność wsi i miasteczek punktów obserwacyjnych,
wystawiania straży i patrolowania najbliższej okolicy. Członkowie samoobrony
ostrzegali miejscową ludność polską o pojawieniu się nieznanych oddziałów
zbrojnych. Część posterunków, wart i patroli działała tylko wieczorem i w nocy,
przy czym rzadko uzbrojone były w broń palną.
Kiedy wczesną wiosną 1943 r.
rozpowszechniły się informacje o masowych morderstwach dokonywanych na Polakach
przez Ukraińców, zaczęto obserwować także pobliskie wsie ukraińskie, powiększono
liczbę punktów obserwacyjnych i patroli. Głównym zadaniem stało się także
zaopatrzenie powstających placówek w broń palną.
Skuteczność działania
pierwszych oddziałów samoobrony nie była duża – sprowadzała się do ostrzegania
ludności polskiej przed możliwością napadu. W pierwszym okresie brak uzbrojenia
nie pozwalał jeszcze na skuteczne odparcie ataku ukraińskiego.
Trzeba
podkreślić, iż wczesną wiosną 1943 r. nie wszyscy Polacy na Wołyniu mieli
poczucie zagrożenia. Wielu z nich było przekonanych, że antypolskie wystąpienia
mają jedynie ograniczony zasięg, tym bardziej, iż liczne wsie polskie miały
dobre stosunki z okoliczną ludnością ukraińską. Zdarzały się także przypadki, iż
Ukraińcy uspokajali polskich sąsiadów, twierdząc, że nic im nie grozi. Sądzono
także, iż możliwa jest wspólna walka Polaków i Ukraińców z Niemcami. Niektórzy
historycy polscy sądzą, iż pogłoski takie były celowo rozgłaszane przez
Ukraińców i miały na celu uspokojenie ludności polskiej. Nie bez znaczenia jest
także fakt, iż niektóre środowiska polskie obawiały się, iż rozbudowa oddziałów
samoobrony i ich uzbrojenie w broń palną może przyczynić się do zaognienia
konfliktu polsko-ukraińskiego. Obawiano się także represji ze strony
Niemców.
Jeszcze w maju 1943 r. strona polska oceniała, że wydarzeń na
Wołyniu nie można nazwać rebelią całej ludności ukraińskiej przeciw Polakom.
Podkreślano, że zagładzie ulegają te osiedla, które się nie bronią. Za
skutecznie uzbrojenie uważano przy tym siekiery i widły. Dopiero narastanie
ukraińskiego terroru i brak reakcji niemieckich władz okupacyjnych przekonały
polską ludność Wołynia, że zorganizowanie skutecznej samoobrony może ochronić
życie i mienie mieszkańców zagrożonych wsi i miasteczek. Bezpośrednie zagrożenie
życia ze strony uzbrojonych i zorganizowanych grup ukraińskich spowodowało
rozwój form samoobrony ludności polskiej. Wystawiano już nie tylko patrole i
straże, lecz podjęto tworzenie oddziałów, zdolnych do podjęcia walki z
napastnikami. Miały one charakter ludowych milicji i nie były jeszcze zdolne do
długiej, planowo prowadzonej obrony przed atakiem liczniejszych, znacznie lepiej
uzbrojonych i często sprawnie dowodzonych oddziałów ukraińskich.
W kwietniu
1943 r. doszło do próby obrony polskich wsi np. w Rafałówce koło Przebraża,
gdzie udało się odeprzeć atak Ukraińców i w Kutach (Kątach) w powiecie
krzemienieckim, mimo obrony zginęło 43 Polaków, a pozostali uciekli do
Krzemieńca.
Armia Krajowa wobec wydarzeń na Wołyniu w 1943 roku
Po
zajęciu Wołynia przez Niemców w 1941 r. nie udało się stworzyć na tych terenach
silnej polskiej organizacji podziemnej. Jak podaje polski historyk W. Filar (…)
prace organizacyjne nad rozbudową siatki konspiracyjnej posuwały się zbyt wolno
i nie wyszły w zasadzie poza fazę przedwstępną. Przyczyną takiego stanu rzeczy
był. m.in. brak na Wołyniu elity i inteligencji, ponieważ zniszczono ją w czasie
okupacji sowieckiej, a pozostała na wsi ludność polska była słabo
zorganizowana.
W sierpniu 1942 r. Komenda Główna AK wydzieliła Okręg Wołyński
z Obszaru nr 3 (Lwów), podporządkowując go bezpośrednio sobie. We wrześniu 1942
r. komendantem Okręgu mianowano płk. Kazimierza Bąbińskiego („Luboń”). Okręgowym
Delegatem Rządu został Kazimierz Banach („Jan Linowski”), który przybył na Wołyń
21 listopada 1942 r.
Kiedy wiosną 1943 r. nasiliły się masowe morderstwa na
ludności polskiej, okazało się, iż polskie władze podziemne były całkowicie
zaskoczone tym faktem. Komendant Główny AK oceniał sytuację na Wołyniu
następująco: (…) Ludność polska nękana do ostatnich granic chroni się w
większych miastach, w lesie, lub samorzutnie przystępuje do walki z wrogim
elementem w obronie życia i dobytku. Taki stan zmusza komendy terytorialne do
organizowania czynnej akcji przeciwko wrogim wystąpieniom obcych narodowości.
Samoobrona staje się na terenie wschodnim równoległym zagadnieniem co do
ważności, jak i przygotowanie się do zadań na okres powstania.
Dopiero wtedy
przystąpiono do przeciwdziałania. Komendant Wołyńskiego Okręgu AK 17 maja 1943
r. nakazał zorganizowanie samoobrony w rejonach o przewadze ludności polskiej;
utworzenie w rejonach o mniejszym nasileniu ludności polskiej samoobrony w
miasteczkach; utworzenie zbrojnych oddziałów dyspozycyjnych i zorganizowanie
systemu alarmowego.
W czerwcu skierowano do walki znaczną część kadry
dowódczej oraz całość sił wiejskich. Oficerowie z Inspektoratów Łuck i Równe
objęli stanowiska dowódcze w ośrodkach samoobrony na północno-wschodnim Wołyniu,
uznanym za najbardziej zagrożony.
Doszło jednak do ostrego konfliktu pomiędzy
Kazimierzem Banachem a płk Kazimierzem Bąbińskim. Ten pierwszy postulował
nawiązanie rozmów z Ukraińcami i znalezienie kompromisu, natomiast dowódca
Okręgu AK propozycje te traktował jako „zdradę”. Delegat Rządu chciał także
włączenia wszystkich sił AK do samoobrony ludności polskiej, podczas gdy płk
„Luboń” zażądał przekazania do swojej dyspozycji mężczyzn w wieku od 18 do 40
lat, aby wykonać plan „Burza”. Energicznie sprzeciwiał się temu Banach, który
uważał, że przeprowadzenie „Burzy” na terenie Wołynia znacznie pogorszy stan
bezpieczeństwa ludności polskiej.
Próby rozmów z przywódcami ukraińskiego
ruchu nacjonalistycznego zakończyły się tragicznie. W połowie lipca 1943 r. we
wsi Kutycze pod Kowlem zostali zamordowani polscy negocjatorzy: przedstawiciel
Okręgowej Delegatury Rządu Zygmunt Rumel („Poręba”) i Krzysztof Markiewicz
(„Czart”, „Boruta”). Wobec klęski koncepcji ugodowej wysuwanej przez K. Banacha,
spór między „wojskiem” i „cywilami” został zażegnany i 19 lipca 1943 r. wydano
wspólny rozkaz, zapowiadający zespolenie sił wojska (AK) i samoobrony. Już
następnego dnia (20 lipca) zadecydowano o utworzeniu oddziałów partyzanckich na
Wołyniu. Zgodnie z nią zorganizowano następujące oddziały partyzanckie:
-
„Łuna” – pod dowództwem ppor. Jana Rerutko („Drzazga”). Po jego śmierci od 10
listopada 1943 r. oddziałem dowodził por. Zygmunt Kulczycki („Olgierd”). Oddział
„Łuna” liczył 107 ludzi i współdziałał z bazą samoobrony w Przebrażu w powiecie
łuckim.
- „Jastrząb” – pod dowództwem por. Władysława Czermińskiego
(„Jastrząb”) liczący około 150 ludzi. Oddział działał w rejonie baz samoobrony w
Zasmykach i Kupiczowie w powiecie kowelskim.
- „Bomba” – pod dowództwem kpt.
Władysława Kochańskiego („Bomba”, „Wujek”). Oddział liczył około 500 żołnierzy i
działał w rejonie bazy samoobrony Stara Huta w powiecie kostopolskim.
-
„Strzemię” – pod dowództwem por. Zenona Blachowskiego („Strzemię”). Oddział
liczył około 100 partyzantów, działał w rejonie bazy samoobrony Rudnia Lwa w
powiecie sarneńskim.
- „Gzyms” – pod dowództwem por. Franciszka Pukackiego
(„Gzyms”) liczący około 80 żołnierzy. Oddział działał w rejonie ośrodka
samoobrony Stójło-Witoldówka w powiecie zdołbunowskim.
- „Ryszard” –
dowodzony przez por. Ryszarda Walczaka („Ryszard”). Oddział liczył około 80
ludzi. Działał w obronie ośrodka Lubomirka-Klewań w powiecie rówieńskim.
-
„Sokół” – dowodzony przez por. Michała Fijałkę („Sokół”), liczący około 120
żołnierzy. Działał w rejonie samoobrony Zasmyki-Kupiczów w powiecie
kowelskim.
- „Kord” – dowodzony przez por. Kazimierza Filipowicza („Kord”).
Oddział liczył około 80 partyzantów i współpracował z ośrodkiem samoobrony w
Rymaczach-Jagodzinie w powiecie lubomelskim.
- „Piotruś” – dowodzony przez
ppor. Władysława Cieślińskiego („Piotruś”), liczący około 80 ludzi. Oddział
działał w obronie ośrodka Spaszczyzna-Bielin.
Należy podkreślić, iż
decyzje o zorganizowaniu oddziałów partyzanckich wspomagających samoobrony
zapadły bardzo późno – w drugiej połowie lipca 1943 r., a więc w okresie
szczytowej fali masowych morderstw na ludności polskiej. Były to więc działania
spóźnione o kilka miesięcy, co nie świadczy dobrze o orientacji polskich władz
podziemnych w sytuacji na Wołyniu. Należy przytoczyć opinię polskiego znawcy
tych zagadnień:
Z porównania przebiegu antypolskiej akcji nacjonalistów
ukraińskich oraz przeciwdziałania ze strony kierownictwa Okręgu Wołyńskiego i
Okręgowej Delegatury Rządu wynika, że radykalne środki w obronie zagrożonej
ludności polskiej podjęte zostały z dużym opóźnieniem. Ujęcie w ramy
organizacyjne samoobrony, a także utworzenie lotnych oddziałów partyzanckich
nastąpiło bowiem już po ostatnich masowych mordach ludności polskiej w
zachodnich powiatach Wołynia.
Także 20 lipca ukazała się „Instrukcja w
sprawie formowania baz samoobrony i organizacji oddziałów P[artyzanckich]”.
Zawierała następującą definicję: bazy oporu to są większe skupiska ludności
polskiej (2 wsie), do których w razie zagrożenia winni chronić się mieszkańcy
mniejszych osiedli polskich (kolonie) wraz z rodzinami, mieniem ruchomym,
inwentarzem i zapasami żywności. Celem bazy winno być organizowanie zbrojnego
oporu w wypadku nadejścia band morderczo-rabunkowych, zorganizowanie życia
wewnętrznego, służby samoobrony i jej uzbrojenie, wzmocnienie okopami lub
zasiekami, a także służenie jako punkt oparcia, zaopatrzenia i rekrutacji do
polskich państwowych oddziałów partyzanckich.
Polityczny nadzór nad
organizacją samoobrony zachowały organa Delegatury Rządu, ale w praktyce jej
rozwój i skuteczność zależała przede wszystkim od pomocy Armii Krajowej.
Dnia
28 lipca 1943 r., a więc już po największej fali rzezi ukraińskich, Wołyński
Okręgowy Delegat Rządu Rzeczypospolitej Polskiej K. Banach wydał odezwę do
„Obywateli Rzeczypospolitej – Ukraińców Wołynia”. Wezwał społeczność ukraińską
do przeciwstawienia się zbrodniczej akcji mordowania bratniego […] narodu i
nurzania wszystkich […] ludzkich i narodowych uczuć w strumieniach niewinnej
krwi. Polaków natomiast wezwał do tworzenia „samodzielnej polskiej samoobrony”.
Jednocześnie przestrzegał, iż pod żadnym pozorem nie wolno współpracować z
Niemcem. Wstępowanie do milicji i żandarmerii niemieckiej jest najcięższym
przestępstwem wobec Narodu Polskiego. Milicjanci – Polacy, którzy by wzięli
udział w niszczeniu zagród oraz w mordowaniu kobiet i dzieci ukraińskich
wykreśleni zostaną z szeregów Narodu Polskiego i będą ciężko ukarani. (…)
Współdziałanie z bolszewikiem jest takim samym przestępstwem, jak współdziałanie
z Niemcem. Wstąpienie do oddziałów partyzantów sowieckich jest zbrodnią. Żaden
Polak nie może się tam znaleźć. (…) Polacy szanują niepodległościowe dążenia
Ukraińców. Nie chcą i nie mają powodów dążeń tych atakować i osłabiać. Z
uczciwymi organizacjami ukraińskimi jesteśmy gotowi zawsze nawiązać jak
najbardziej ścisłą i braterską współpracę.
Występujemy przeciwko Ukraińcom
tylko we własnej samoobronie, tylko wtedy, kiedy jesteśmy przez nich z ich
własnej woli lub na skutek podszeptów wspólnych naszych wrogów atakowani.
Jak widać, Delegat Rządu nawet wtedy nie wyzbył się złudzeń, co do
rzeczywistej postawy ludności ukraińskiej wobec Polaków. Nic nie wiadomo, aby ta
odezwa odniosła jakiś dostrzegalny skutek.
Dotychczasowe doświadczenia
wskazywały na małą skuteczność obrony mniejszych skupisk polskich. Dlatego też
dążono do tworzenia silnych baz obronnych z kilkunastu wsi o dużych skupiskach
ludności polskiej. Takie bazy miały być bronione przez oddziały miejscowe,
wykorzystujące umocnienia polowe, między innymi rowy strzeleckie, bunkry
drewniano-ziemne i różnego rodzaju zasieki.
Jednym z największych problemów
było zdobycie odpowiedniej ilości broni, zarówno przez samoobrony, jak i
wspomagające je oddziały partyzanckie. Pozyskiwano ją przede wszystkim od
Niemców, którzy w niektórych przypadkach, głównie w powiatach łuckim,
horochowskirn i krzernieniecki, sami zaopatrywali w nią Polaków. Broń
otrzymywano także od radzieckich oddziałów partyzanckich m.in. za żywność i
informacje wywiadowcze. Korzystano także z broni ukrytej na pobojowiskach z 1939
i 1941 r. Mimo różnych źródeł zaopatrzenia, zawsze brakowało odpowiedniej ilości
broni, a jej stan techniczny był często bardzo zły. Wobec takiego stanu rzeczy
część członków samoobrony wyposażona była jedynie w pałki, siekiery, widły, a
nawet wykonane w warsztatach piki.
Pierwszy większy ośrodek polskiej
samoobrony zorganizowano na początku maja 1943 r. w Pańskiej Dolinie w powiecie
dubieńskim. Ośrodek ten stoczył ciężkie walki, odpierając trzy napady UPA: 22
czerwca, 27 lipca i 15 sierpnia, 1943 r . Następną ważną bazą samoobrony było
miasteczko Bożyszcze (powiat łucki), położone nad Styrem. W Bożyszczach i
okolicznych miejscowościach schroniło się około 15.000 Polaków. Dnia 27 czerwca
nacjonaliści ukraińscy dokonali napadu na Wasylówkę i Retnówkę, wsie będące
częścią systemu obronnego rejonu Bożyszcz.
Jedną z największych, a
jednocześnie najbardziej znaną bazą samoobrony było Przebraże w (powiat
sarneński). Na początku czerwca zgromadziło się w tej wsi około 18.000 ludzi.
Dnia 5 lipca oddziały banderowskie zaatakowały Przebraże, zostały jednak
odparte. Poniosło jednak śmierć kilkuset Polaków z okolicznych wsi, dziesięć
pobliskich miejscowości polskich zostało spalonych przez banderowców. Do
największych walk o tę bazę samoobrony doszło 30 sierpnia. Banderowcy
skoncentrowali wówczas ponad 4.000 ludzi. Jednak część sił UPA została związana
przez polską bazę w Bożyszczach, która zorganizowała odsiecz. Polacy otrzymali
także pomoc od radzieckiego oddziału partyzanckiego, dowodzonego przez Nikołaja
Prokopiuka. Te skoordynowane działania zmusiły banderowców do ucieczki. Od tego
czasu nacjonaliści ukraińscy i “czerń” nie były w stanie poważnie zagrozić
polskiej samoobronie w Przebrażu.
Innym dużym ośrodkiem była Huta Stepańska
w powiecie kostopolskim, gdzie schroniło się od 16.000 do 18.000 ludności
polskiej. Samoobroną dowodził kpt. Władysław Kochański (“Bomba”). Dnia 7 lipca
UPA rozpoczęła koncentrację w tym rejonie, a 16 lipca banderowcy, przygotowując
się do ataku, spalili 15 miejscowości przylegających do Huty Stepańskiej.
Uderzenie rozpoczęło się tego samego dnia. Dwa dni później, 18 lipca, dowództwo
samoobrony, widząc przewagę Ukraińców, zdecydowało się na przerwanie pierścienia
okrążenia. Plan ten powiódł się. Ludność cywilną ewakuowano w rejon Wydymaru pod
Włodzimiercem, skąd rozjechała się do Kowla, Sarn i Przebraża. W obronie Huty
Stepańskiej zginęło około 40 osób. Natomiast ponad 300 zostało wymordowanych
przez banderowców, kiedy przed przerwaniem okrążenia doszło do paniki i część
ludności próbowała ucieczki z zagrożonej miejscowości.
Zorganizowane ośrodki
samoobrony polskiej z powodzeniem walczyły z banderowcami i “czernią” od lipca
do grudnia 1943 r. Oddziały samoobrony w większych ośrodkach szkolono wojskowo i
formowano w plutony i kompanie. Na wniosek dowódców samoobrony, inspektoraty AK
zatwierdzały ich organizację oraz skład kadry dowódczej, wprowadzając te
oddziały do planów likwidacji okupacji i przywrócenia polskiej administracji. Do
skutecznej obrony doszło m.in. w lipcu: w Antonówce (powiat łucki), gdzie
przyszła polska odsiecz z Łucka, w Tuczynie (powiat równieński) - tu pomocy
Polakom udzieliły oddziały niemieckie, a także w Bielinie (powiat
włodzimierski); w sierpniu: w Chołownicy (powiat równieński); we wrześniu: w
Worczynie (powiat włodzimierski); w listopadzie: w Różynie (powiat kowelski); w
grudniu: w Ostrówkach (powiat lubomelski), w Rudni Lwiej (powiat sameński), w
Dąbrowie (powiat kowelski) i w Witoldówce (powiat zdołbunowski). Ludność polska
musiała się ewakuować tylko z Różyny. Oddziały samoobrony w większych ośrodkach
po przeszkoleniu formowano w plutony i kompanie. Na wniosek dowódców samoobrony
inspektoraty AK zatwierdzały ich organizację oraz skład kadry dowódczej,
wprowadzając te oddziały do planów likwidacji okupacji i przywrócenia polskiej
administracji.
Oddziały partyzanckie AK skutecznie wspierały polskie ośrodki
samoobrony. Np. 12 listopada 1943 r. oddziały “Jastrzębia” i “Sokoła”, operujące
w rejonie bazy samoobrony w Zasmykach, zdobyły po walkach z UPA miasteczko
Kupiczów (powiat kowelski). Przez kilka kolejnych dni odpierano z powodzeniem
banderowskie ataki, zmierzające do odbicia miejscowości. Dnia 16 listopada UPA
zaatakowała, także bezskutecznie, bazę polskiej samoobrony w Starej Hucie
(powiat kostopolski), wspieraną przez oddział AK kpt. “Bomby” i partyzantki
radzieckiej kpt. Kotlarzewa. Oddziały AK w 1943 r. stoczyły na terenie Wołynia
około 150 walk.
Silne ośrodki samoobrony nie tylko broniły znajdującej się w
nich ludności cywilnej, ale także starały się udzielać pomocy innym polskim
skupiskom zagrożonym lub już zaatakowanym przez ukraińskie oddziały
nacjonalistyczne. Zwiększenie szans przetrwania dla polskich ośrodków zapewniały
uderzenia na sąsiednie wioski ukraińskie, stanowiące bazę dla oddziałów UPA. Np.
Polacy z Przebraża zaatakowali Hawczyce, będące ostoją dla banderowców
usiłujących opanować polską wieś Rafałówka. Dokonali także dwóch wypadów na
Trościaniec, gdzie znajdowała się podoficerska szkoła UPA. W pierwszym z nich po
walce zabrano z apteki lekarstwa, w drugim zaś spalono część wsi i zabito
kilkudziesięciu Ukraińców. Na początku lipca oddziały samoobrony z Huty
Stepańskiej zniszczyły oddział banderowców w Melnicy, a w nocy z 11 na 12 lipca
we wsi Butejki. Dnia 31 sierpnia oddział “Jastrzębia” z Zasmyk zaatakował
Groszówkę, gdzie rozpędził koncentrujących się tam kilkuset ukraińskich chłopów,
przygotowujących się do mordowania Polaków. W październiku dwustuosobowy oddział
samoobrony z Przebraża uderzył na wieś Omelno, niszcząc znajdujący się tam
ośrodek banderowski. Przebrażanie wykonali także wypad na Sławatycze (27
października), w których zabito ponad 20 banderowców.
Ponieważ w ośrodkach
samoobrony skoncentrowane było niejednokrotnie kilkanaście tysięcy ludności,
bardzo ważną sprawą stało się zapewnienie aprowizacji. Z powodu zagrożenia ze
strony Ukraińców nie można było zebrać plonów w wielu miejscowościach. W innych
żniwa możliwe były tylko pod ochroną silnej, uzbrojonej eskorty. W tej sytuacji
podejmowano również wypady na wsie ukraińskie w celu zdobycia zaopatrzenia. Np.
pod koniec listopada Polacy z Przebraża uderzyli na Żurawicze i Omelno,
zdobywając mąkę, zboże i bydło.
Dokonując wypadów na ośrodki ukraińskie,
Polacy także stosowali terror w stosunku do ludności cywilnej. Rozpoczęto
stosowanie zasady zbiorowej odpowiedzialności. Na rzezie, rozboje i rabunki
odpowiadano zbrojnymi odwetami, zabijaniem, rekwizycjami i rabunkami. Zabijanie
poczytywano za cnotę. Młodzieńcy, którzy potracili całe rodziny rylcami na
kolbach karabinów rejestrowali swe ofiary . Ludzka sprawiedliwość schodziła na
skraj zwierzęcej zemsty. W walkach z UPA jeńców brano tylko w sporadycznych
przypadkach, nie oszczędzano również mężczyzn schwytanych bez broni.
Trzeba
jednak podkreślić, że akty polskiej zemsty zdarzały się rzadko i nigdy nie
osiągnęły takiej skali i okrucieństwa, jak “wyczyny” Ukraińców. Najwyższe
jednorazowe straty wśród ludności cywilnej, jakie odnotowano, to 22 Ukraińców
zabitych na początku października 1943 r. we wsi Zamoście w powiecie
włodzimierskim. Godne uwagi jest także i to, iż polscy badacze, w
przeciwieństwie do historyków ukraińskich, nie starają się ukrywać polskich
działań antyukraińskich. Np. W. Romanowski podaje, że w odwecie za wymordowanie
24 maja 300 Polaków we wsi Niemila (powiat kostopolski), oddział polski
dowodzony przez por. L. Osieckiego, korzystając ze wsparcia partyzantów
radzieckich zabił około 400 Ukraińców, mieszkańców wsi Wilia. Także na przełomie
listopada i grudnia dokonano kilku pacyfikacji wsi ukraińskich, zagrażających
Pańskiej Dolinie w powiecie dubieńskim. Należy zwrócić uwagę na fakt, że
niektóre oddziały partyzanckie tworzone były z członków samoobrony ośrodków
wcześniej rozbitych przez ukraińskich nacjonalistów lub były zasilane przez
mieszkańców zagrożonych wsi. Żołnierze tych oddziałów bardzo często utracili
swych najbliższych zamordowanych przez nacjonalistów, bardzo często także
oglądali ich zmasakrowane zwłoki i szczątki innych Polaków. Polskie władze
podziemne starały się przeciwdziałać niekontrolowanym odruchom odwetu. Np.
pchor. Tadeusz Halicz-Korona, który w sierpniu dokonał pacyfikacji Kleczkowicz,
Turowicz i Klewiecka został postawiony przed sądem polowym i skazany na karę
śmierci. Wyroku nie wykonano na skutek interwencji inspektora rejonu Kowel mjr.
Jana Kowala-Szatowskiego. Akcje niektórych oddziałów partyzanckich AK przeciwko
ludności ukraińskiej ponownie odnowiły spór między K. Banachem i płk. K.
Bąbińskim. Ostatecznie z Wołynia odwołano zarówno Delegata Rządu, jak i
Komendanta Okręgu AK.
Obecny stan badań nie pozwala jeszcze na precyzyjne
określenie liczby polskich samoobron na Wołyniu. Według Adama Peretiakowicza
istniało około 300 takich ośrodków, z których 129 przetrwało do. wejścia wojsk
radzieckich. Natomiast 49 ośrodków uległo ukraińskim oddziałom nacjonalistycznym
lub ich załogi wycofały się przed rozpoczęciem się ataku, ale w obu przypadkach
przynajmniej część polskiej ludności cywilnej uciekła lub została ewakuowana.
Według tego badacza dziewięć ośrodków uległo, a chroniona przez nie ludność
cywilna została wymordowana, 29 nie podjęło walki i ludność cywilną także
wymordowano. Z kolei Władysław Filar i Andrzej Sowa podają, iż na Wołyniu
powstało około 100 baz i ośrodków samoobrony. A. Sowa pisze także, iż do czasu.
wejścia wojsk sowieckich dotrwało około 60 ośrodków. Reszta miała ulec
zniszczeniu lub została, ewakuowana przez obrońców. Jak widać, rozbieżności są
bardzo duże.
Według Ewy i Władysława Siemaszków największą rolę w obronie
ludności polskiej odegrało 15 ośrodków samoobronnych: Pańska Dolina (powiat
dubieński), Zaturce (powiat horochowski), Huta Stara z sąsiednimi wsiami i
koloniami (powiat kostopolski), Zasmyki (powiat kowelski), Dąbrowa (powiat
kowelski), Rybcza (powiat krzemieniecki), Dederkały (powiat krzemieniecki),
Jagodzin i Rymacze z dwiema sąsiednimi koloniami (powiat lubomelski), Antonówka
Szepelska (powiat łucki), Rożyszcze (powiat łucki), Przebraże z przyległymi
koloniami (powiat łucki), Bielin (powiat włodzimierski), Witoldówka (powiat
zdołbunowski), Ostróg (powiat zdołbunowski) .
Podsumowując działalność
polskich samoobron na Wołyniu w 1943 r. należy stwierdzić, iż do największych,
obejmujących kilka wsi, chronionych przez stosunkowo zdyscyplinowane i
przynajmniej pobieżnie wyszkolone oddziały, dysponujących polowymi
fortyfikacjami należały: najbardziej znane Przebraże oraz Huta Stepańska, Pańska
Dolina, Rożyszcze, Żytyń, Rybcza, Młynów, Szumsk, Stara Huta, Bielin i Zasmyki.
Chroniło się w każdym z nich w najgorętszym okresie lata 1943 r. od kilku do
kilkudziesięciu tysięcy ludzi. Największe bazy polskiej samoobrony były niemal
niezależne od okupanta, miały własną cywilną administrację, siłę zbrojną i
milicję, wywiad oraz zawiązki niektórych służb publicznych. Ochrona akcji
żniwnej oraz zdobywanie żywności we wsiach ukraińskich zapewniła przeludnionym
polskim bazom minimum żywności i pozwoliła na przedłużenie ich istnienia na 1944
r. Okrzepnięcie ośrodków samoobrony oraz pojawienie się w drugiej połowie lata
1943 r. oddziałów partyzanckich pozwoliło na rozpoczęcie działań zaczepnych i
prewencyjnych przeciwko bazom i wsiom, będącym miejscami postoju lub
koncentracji oddziałów Ukraińskiej Powstańczej Armii. Aktywność i determinacja
oddziałów partyzanckich umożliwiły przetrwanie znacznej, chociaż trudnej do
precyzyjnego oszacowania, liczbie ośrodków samoobrony na Wołyniu i stopniowo
sparaliżowała w niektórych rejonach aktywność oddziałów UPA.
Działania,
ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego (zabójstwa, palenie gospodarstw i
zmuszanie do ucieczki) miały przynieść - w stawianych przez inicjatorów celach -
usunięcie polskiej ludności z Wołynia. Społeczeństwo polskie i władze podziemia
zostały zaskoczone zarówno rozmachem jak i bezwzględnością postępowania
ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Słabość polskich organizacji
konspiracyjnych oraz spory co do środków, jakie należy przeznaczyć na cele
bieżące, a więc przede wszystkim dla samoobrony, spowodowały, iż bardzo późno
podjęto decyzję o obronie ludności. W tych warunkach oddolne tworzenie na
Wołyniu wiosną 1943 r. placówek samoobrony ograniczyło rozmiary polskich strat.
Samoobrona chroniła również cywilizacyjny dorobek pokoleń Polaków, a więc
polskie prawa do tego skrawka Europy, wynikające między innymi z wielowiekowej
obecności polskiej ludności i jej instytucji.
Tragiczne wydarzenia na
Wołyniu w 1943 r. pogłębiły mentalną przepaść pomiędzy obu narodowościami.
Polacy nie wyobrażali sobie możliwości dalszego zgodnego współżycia z Ukraińcami
na kresach. Według oceny gen. Tadeusza Komorowskiego: “ludność kresowa zajmuje
stanowisko bezkompromisowe wobec naszych mniejszości i nie chce uznać ich
emancypacyjnych dążeń”.
Polacy zamieszkujący Wołyń uznali Ukraińców za wroga
numer jeden, znacznie groźniejszego niż “bolszewicy” czy Niemcy. Oto typowa
ocena postaw ukraińskich w tym okresie: “Związawszy się z przegraną sprawą
Hitlera, dali się Ukraińcy najpierw użyć jako pachołki katowskie podczas
pamiętnego wymordowywania ludności żydowskiej. Później, z własnej woli, choć nie
bez obcego podpuszczenia, mordowali Polaków na Wołyniu (...). Niezatartą w
historii narodu ukraińskiego hańbą pozostanie fakt, iż bohaterowie z tej
“powstańczej armii” woleli mordować bezbronne kobiety i dzieci, niż z daleka
choćby zobaczyć sowiecki lub niemiecki czołg”. Winę za zbrodnie na Polakach
ponoszą członkowie ukraińskich formacji nacjonalistycznych, przede wszystkim
Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów - frakcja Stepana Bandery i Ukraińska
Powstańcza Armia. Trzeba jednak podkreślić, iż w eksterminacji ludności polskiej
masowo wzięła udział także wiejska ludność ukraińska, przez banderowców nazywana
czernią. Trudno jest odgadnąć, z jakich przyczyn popełniała morderstwa - czy pod
wpływem idei nacjonalistycznych, czy z chęci zysku. Być może “czerń” kierowała
się tymi dwoma motywami naraz. Warto też pamiętać, że pod pozorami walki
narodowościowej krył się także zwykły bandytyzm, w okresie okupacji silnie
rozpowszechniony na terenie całego kraju. Znamiona bandytyzmu noszą liczne
pojedyncze mordy, chętnie we wspomnieniach traktowane jako rezultat konfliktu
polsko - ukraińskiego.
Podkreślenia wymaga fakt, że pozostała część
społeczeństwa ukraińskiego nie podjęła większych wysiłków, aby powstrzymać lub
przeciwstawić się morderstwom i w części, przynajmniej milcząco, akceptowała je.
Przyzwolenie na eksterminację Polaków ułatwiało nacjonalistom nadanie podjętym
przez nich działaniom wielkiego rozmachu. Z tego powodu w 1943 r. określenie -
Ukrainiec stało się dla Polaków - i to nie tylko z Kresów Wschodnich - synonimem
zwyrodniałego mordercy.